Marcowa Masa Krytyczna w Chrzanowie pozostawiła we mnie bardzo mieszane uczucia. Było fajnie, miła atmosfera, nie lało, nie mroziło i miło było patrzeć na pierwszy występ Masy pod osobowością prawną. Tak stowarzyszenie chrzanowskich cyklistów już działa!
Ale. Trzy rzeczy:
- po pierwsze i najmniej w sumie istotne dla sprawy rowerowej - debil, który wyprzedził naszą kolumnę na podwójnej ciągłej, zapewne przekraczając znacznie prędkość (tam jest bodaj do 40 km/h) i, pomimo naszej, błyskającej na niebiesko (!) asysty Policji, uszło mu to totalnie bez konsekwencji. Przepraszam bardzo, ale tak bezczelne i chamskie łamanie przepisów powinno skutkować natychmiastową reakcją załogi radiowozu. Nie jesteśmy dziećmi, paręset metrów ujedziemy bez nadzoru i wypadku nie spowodujemy (drugi radiowóz czekał na nas nieco wcześniej - jechaliśmy do ronda, tam nawrotka i nazad). A tutaj kolejny ch*j będzie myślał, że mu wszystko wolno. Albo, że rowerzyści są tak groźni, że choćby kogoś mordowano zaraz obok to nie wolno ich na sekundę spuścić z oka.
- po drugie i już bardziej poważne. Przed startem Masy została odczytana decyzja Burmistrza Miasta Chrzanowa, pana Ryszarda Kosowskiego, odmawiającego rowerzystom prawa wjazdu na Rynek miasta. Uzasadnienie - "rowerzyści stworzyliby zagrożenie dla pieszych". Ciekaw jestem na jakiej podstawie zostało wydane to uzasadnienie? Bardzo ciekaw. Bo nie słyszałem w Chrzanowie (a żyję w nim, od pół roku może trochę "zaocznie", ale od niemal 28 lat) aby pieszy stał się ofiarą rowerzysty. Owszem, wiele osób padło ofiarami samochodów, ba, autobusów, ale nie rowerzystów.
A wiecie co jest najśmieszniejsze? W czasie odczytywania decyzji przez Rynek przejechało kilka aut, a kolejnych kilka stało w najlepsze na nim zaparkowanych... One zagrożeniem jednak nie są.
- po trzecie i najważniejsze, okazało się, że podczas projektowania chrzanowskiej "obwodnicy" jakimś sposobem zdematerializowały się wytyczone i oznaczone turystyczne szlaki rowerowe łączące miasto z popularnym miejscem wypoczynkowym, Zalewem Chechło. Zgodnie z przepisami będzie tą trasę można pokonać już tylko ruchliwą i wąską ulicą Topolową zamiast miłym szlakiem, w dużej mierze leśnym duktem. Już pal licho, że przy okazji budowy "obwodnicy" nie powstaje żadna infrastruktura ale na domiar złego niszczona jest ta szczątkowa, już istniejąca. Świadczy to o rażącej niekompetencji organów odpowiedzialnych za realizację inwestycji drogowych, turystykę i parę innych dziedzin zarządzania miastem. Zła wola? Ograniczenie umysłowe? Pośpiech? Nie wiem, nie chcę oceniać. Ale wystarczyłoby trochę pomyśleć, dorysować parę kresek na planach i "doprojektować" 2 (słownie: DWA) przejazdy rowerowe. Taka rzeczywistość...
Niemniej, jako że to nie pierwszy tak durny wybryk naszych lokalnych władz, wydaje mi się, że trzeba będzie kupić kubeł białej farby, wałek malarski, wyciąć jakiś szablon i pewnej ciepłej wiosennej nocy pobawić się w prywatną drogową partyzantkę. Bo po dobroci z tymi ludźmi chyba nie pójdzie. "Niedasie" rządzą... Nadzieja jeszcze w Starostwie...
Ale. Trzy rzeczy:
- po pierwsze i najmniej w sumie istotne dla sprawy rowerowej - debil, który wyprzedził naszą kolumnę na podwójnej ciągłej, zapewne przekraczając znacznie prędkość (tam jest bodaj do 40 km/h) i, pomimo naszej, błyskającej na niebiesko (!) asysty Policji, uszło mu to totalnie bez konsekwencji. Przepraszam bardzo, ale tak bezczelne i chamskie łamanie przepisów powinno skutkować natychmiastową reakcją załogi radiowozu. Nie jesteśmy dziećmi, paręset metrów ujedziemy bez nadzoru i wypadku nie spowodujemy (drugi radiowóz czekał na nas nieco wcześniej - jechaliśmy do ronda, tam nawrotka i nazad). A tutaj kolejny ch*j będzie myślał, że mu wszystko wolno. Albo, że rowerzyści są tak groźni, że choćby kogoś mordowano zaraz obok to nie wolno ich na sekundę spuścić z oka.
- po drugie i już bardziej poważne. Przed startem Masy została odczytana decyzja Burmistrza Miasta Chrzanowa, pana Ryszarda Kosowskiego, odmawiającego rowerzystom prawa wjazdu na Rynek miasta. Uzasadnienie - "rowerzyści stworzyliby zagrożenie dla pieszych". Ciekaw jestem na jakiej podstawie zostało wydane to uzasadnienie? Bardzo ciekaw. Bo nie słyszałem w Chrzanowie (a żyję w nim, od pół roku może trochę "zaocznie", ale od niemal 28 lat) aby pieszy stał się ofiarą rowerzysty. Owszem, wiele osób padło ofiarami samochodów, ba, autobusów, ale nie rowerzystów.
A wiecie co jest najśmieszniejsze? W czasie odczytywania decyzji przez Rynek przejechało kilka aut, a kolejnych kilka stało w najlepsze na nim zaparkowanych... One zagrożeniem jednak nie są.
Jeden z samochodów wjeżdżających na Rynek.
- po trzecie i najważniejsze, okazało się, że podczas projektowania chrzanowskiej "obwodnicy" jakimś sposobem zdematerializowały się wytyczone i oznaczone turystyczne szlaki rowerowe łączące miasto z popularnym miejscem wypoczynkowym, Zalewem Chechło. Zgodnie z przepisami będzie tą trasę można pokonać już tylko ruchliwą i wąską ulicą Topolową zamiast miłym szlakiem, w dużej mierze leśnym duktem. Już pal licho, że przy okazji budowy "obwodnicy" nie powstaje żadna infrastruktura ale na domiar złego niszczona jest ta szczątkowa, już istniejąca. Świadczy to o rażącej niekompetencji organów odpowiedzialnych za realizację inwestycji drogowych, turystykę i parę innych dziedzin zarządzania miastem. Zła wola? Ograniczenie umysłowe? Pośpiech? Nie wiem, nie chcę oceniać. Ale wystarczyłoby trochę pomyśleć, dorysować parę kresek na planach i "doprojektować" 2 (słownie: DWA) przejazdy rowerowe. Taka rzeczywistość...
Niemniej, jako że to nie pierwszy tak durny wybryk naszych lokalnych władz, wydaje mi się, że trzeba będzie kupić kubeł białej farby, wałek malarski, wyciąć jakiś szablon i pewnej ciepłej wiosennej nocy pobawić się w prywatną drogową partyzantkę. Bo po dobroci z tymi ludźmi chyba nie pójdzie. "Niedasie" rządzą... Nadzieja jeszcze w Starostwie...